Eagles lepsi od Packers w defensywnym thrillerze
Jeśli ktoś spodziewał się ofensywnego widowiska, poniedziałkowy mecz w Green Bay musiał go rozczarować. Jednakże dla fanów twardej, taktycznej gry obronnej – to była uczta. Philadelphia Eagles pokonali Green Bay Packers 10:7 w starciu dwóch czołowych ekip NFC, w którym każdy jard trzeba było wyszarpać.
Na chłodnym Lambeau Field to defensywa była głównym bohaterem. Zespół z Filadelfii skutecznie rozbił rytm gry Jordana Love’a, który przez trzy kwarty nie był w stanie zdobyć punktów – coś, co pod wodzą Matta LaFleura zdarzyło się „Packers” dopiero po raz trzeci.
Hurts i Smith dają przełamanie
Eagles długo nie potrafili odskoczyć rywalowi, mimo kilku okazji w red zone. Przełom nastąpił dopiero w czwartej kwarcie, gdy przy prowadzeniu 3:0 Jalen Hurts znalazł Saquona Barkleya na trzeciej próbie – i ten zamienił prosty swing pass w 41-jardowy bieg. W kolejnej akcji Hurts posłał perfekcyjne podanie do DeVonty Smitha, który w end zone złapał piłkę na przyłożenie z 36 jardów.
„To był moment, który wszystko zmienił” – mówił po meczu trener Nick Sirianni. „Zaufanie, które Jalen ma do swoich ludzi, widać w takich akcjach.”
Dla Smitha było to piąte przyłożenie w sezonie, a dla Hurtsa dziewiąty mecz z przynajmniej jednym podaniem na TD.
Nowa siła w defensywie
Ogromne wrażenie zrobił debiut Jaelana Phillipsa, pozyskanego w wymianie z Miami Dolphins. Edge rusher w swoim pierwszym występie w barwach Eagles był nie do zatrzymania – zanotował siedem presji na rozgrywającym, dwa uderzenia i sześć razy zapisał w swoich statystykach tackle.
Najważniejszy moment przyszedł na półtorej minuty przed końcem, gdy Phillips zatrzymał Josha Jacobsa.
„To zawodnik, który zmienia dynamikę całej fromacji” – przyznał koordynator defensywy Vic Fangio. „Z nim i z Nolanem Smithem Jr. wracającym po kontuzji mamy rotację, która potrafi zdominować każdą linię ofensywną.”
Packers bez rytmu
Dla Green Bay Packers był to jeden z najtrudniejszych wieczorów ofensywnych w całej erze Matta LaFleura. Zespół nie zdobył punktów przez trzy pierwsze kwarty, a Jordan Love zakończył mecz z bilansem 18/33, 168 jardów. Pierwsze punkty Packers zdobyli dopiero na niespełna sześć minut przed końcem, gdy Josh Jacobs wbił się do end zone po 6-jardowym biegu.
Problemem były także błędy receiverów – Romeo Doubs i Bo Melton upuścili piłki w dwóch kolejnych akcjach w trzeciej kwarcie, a Dontayvion Wicks dołożył kolejny drop w ostatnim posiadaniu. W całym sezonie Packers mieli zaledwie pięć upuszczonych piłek – w poniedziałek trzy w jednym meczu.
„To był koszmar” – przyznał po meczu LaFleur. „Nic nam nie wychodziło. Brakowało nam płynności, zabrakło skuteczności w kluczowych momentach. Nasza defensywa zrobiła wszystko, by dać nam szansę, ale nie potrafiliśmy jej wykorzystać.”
Faktycznie, defensywa Packers przez długi czas dawała nadzieję. Zespół Jeffa Hafleya pozwolił Eagles na zaledwie trzy punkty przez trzy kwarty i nie dał się złamać aż do końcówki. To już trzeci mecz w sezonie, w którym Green Bay przegrywa mimo oddania 16 lub mniej punktów – najwięcej takich przypadków w organizacji od 1978 roku.
Orły dzięki wygranej zwiększyły swoje szanse na pierwsze miejsce w NFC do 33%, podczas gdy Packers (5–3–1) spadli na trzecie miejsce w dywizji NFC North.
W Week 11 Eagles zmierzą się z Detroit Lions, a Green Bay spróbuje odbudować się przeciwko New York Giants.
Źródło: ESPN / NFL Nation, opracowanie własne
